Wywiad z dr Anną Okońską-Walkowicz w Dzienniku Łódzkim

Prezentujemy wywiad z Anną Okońską-Walkowicz, prezesem Społecznego Towarzystwa Oświatowego, który ukazał się 5 czerwca br. w Dzienniku Łódzkim.O sukcesach i kondycji oświaty niepublicznej rozmawiał Maciej Kałach.


Niedawno, bo pół roku temu, ogólnokrajowa sieć państwa szkół świętowała 25-lecie edukacji niepublicznej w Polsce w naszym Pałacu Poznańskich. Była okazja, aby porównać jej perspektywy w Łodzi i w kraju. U nas, mimo niżu demograficznego, uczniów szkół niepublicznych dla dzieci młodzieży nie ubywa. Czy to tendencja ogólnopolska?

Zdecydowanie! W szkołach niepublicznych, nie tylko STO, ale też tych prowadzonych przez zakony czy fundacje liczba dzieci rośnie. W gminnych natomiast maleje. Popatrzmy na przykład na Kraków – w ciągu dwóch lat procent dzieci zapisywanych do gimnazjów niepublicznych zwiększył się z 20 do 25 procent. To może wydawać się niewiele, ale proszę mi wierzyć, że jest wielkim sukcesem.

Jaka grupa rodziców zapisuje swoje dzieci do szkół niepublicznych, decydując się na dodatkowy wysiłek w postaci opłacania czesnego? Dlaczego warto go podjąć? Czego nie daje oferta szkół prowadzonych przez samorządy?

Po pierwsze: szkoły STO to zazwyczaj nieduże placówki. W klasach uczy się maksymalnie kilkanaście osób. W szkołach publicznych to często nawet 30 uczniów. Tak małe grupy pozwalają na większy kontakt z nauczycielem, nie dopuszczają do sytuacji, że któryś z uczniów jest anonimowy. Same dzieci dzięki temu czują się bezpieczniej i są bardziej odważne w zadawaniu pytań czy przyznawaniu się do tego, że czegoś nie rozumieją. Po prostu w takiej klasie uczniowie szybciej budują wzajemną sympatię i zaufanie. W szkołach STO mamy cztery punkty, których skrupulatnie się trzymamy: profesjonalizm, przyjazna atmosfera, kreatywność i nastawienie na podmiotowe traktowanie ucznia. Przecież każdy uczeń ma inne predyspozycje, inną osobowość. Nie można ich, kolokwialnie mówiąc, wrzucać do jednego worka. A tak, niestety, często dzieje się w publicznych szkołach, Oczywiście, nie wszystkich, ale takie sytuacje się zdarzają. Jest jeszcze jeden ważny aspekt, który zachęca rodziców do płacenia czesnego – proszę zauważyć, że uczniowie szkół publicznych często po zajęciach chodzą na jakieś kursy dodatkowe – języki, taniec, piłkę… To generuje ogromne koszty. U nas, w ramach czesnego, oferujemy bogaty zakres zajęć To zwalnia rodziców z wielu innych kosztów kształcenia dzieci.

Czy każdy uczeń może zostać zapisany do państwa szkoły? Czy np. absolwent podstawówki z „miernym” z zachowania ma szansę dostać się do gimnazjum stowarzyszenia? Co dzieje się, gdy nagle grzeczny uczeń zaczyna sprawiać poważne problemy wychowawcze - np. „pyskuje” nauczycielom i grozi kolegom?

Nikogo nie skreślamy. To nie jest tak, że jeśli któryś uczeń zaczyna sprawiać problemy, umywamy ręce i wyrzucamy go ze szkoły. Oprócz edukacji stawiamy na wychowanie i współpracę z rodzicami, dlatego, jeśli tylko jakieś problemy się pojawiają, wspólnymi siłami staramy się je rozwiązać. A jeśli mowa o rekrutacji – oczywiście, istnieją jasno określone zasady, kto ma pierwszeństwo przyjęcia do szkoły. Po tym, jak rodzice zapisują dziecko do nas, zapraszamy ich na rozmowę kwalifikacyjną. To tylko brzmi tak poważnie– traktujemy ją jak zabawę, która ma sprawdzić gotowość dziecka do podjęcia nauki w naszej szkole. Sprawdzamy jak się zachowuje, jak radzi sobie w grupie. Przy wyższych rocznikach, bo przecież prowadzimy nie tylko podstawówki, ale też gimnazja i licea, komisje rekrutacyjne określają zasady – minimalną średnią i ocenę z zachowania. Zazwyczaj ta średnia to około 4,0, a zachowanie przynajmniej dobre.

Kto uczy w państwa szkołach? Czy to nauczyciele, którzy nie potrafili znaleźć „ciepłych” posadek w oparciu o Kartę Nauczyciela, czy to raczej państwa placówki starają się zwerbować najlepszych?

Częsta opinia o szkołach niepublicznych w Łodzi głosi, że obowiązków jest więcej, ale za niższe niż „karciane” wynagrodzenie. Nie rozróżniałabym nauczycieli w szkołach publicznych i u nas – nie można tego generalizować. Nie można powiedzieć, że w szkołach STO uczą wybitni specjaliści, a ci z innych szkół są znacznie słabsi. Jednak staramy się, żeby nasza kadra była na jak najwyższym poziomie. Samo zatrudnienie w szkole nie wystarczy – nasi pracownicy wciąż się uczą. Chociażby podczas Wakacyjnej Szkoły STO czy w ramach Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli STO.