Nauczyciel Pierwsza Klasa: Agnieszka Bartnik

Gdyńskie Liceum Autorskie im. Edwarda Stachury STO Szkoła Mistrzostwa Sportowego
ul. Pomorska 39/41
81-314 Gdynia

Agnieszka Bratniknauczycielka języka polskiego i edukacji artystycznej, wzorowa wychowawczyni Gdyńskim Liceum Autorskie STO im. Edwarda Stachury. Prowadzi klasy juniorów Klubu „Arka Gdynia”, w którym trenują piłkarze nożni.Stara się jak najlepiej poznać swoich  uczniów oraz ich środowisko. Posiada znakomity kontakt z rodzicami, włączając ich niejednokrotnie w życie szkoły. W niekonwencjonalny sposób kształtuje w młodzieży wrażliwość kulturalną. Organizuje i bierze wraz z uczniami udział w licznych wydarzeniach kulturalnych. Dzięki jej zaangażowaniu uczniowie GLA są częstymi bywalcami wystaw, teatrów, filharmonii, spotkań autorskich itp. Pani Agnieszka Bartnik od lat jest również opiekunką Szkolnego Koła Wolontariatu w naszym liceum. Zachęciła młodzież do przeprowadzenia kilkunastu akcji charytatywnych między innymi na rzecz Hospicjum Św. Wawrzyńca w Gdyni, hospicjum dla dzieci „Bursztynowa Przystań”, rodzin objętych opieką MOPS w Gdyni, akcji przedświątecznych.

Podobno lubi Pani białe koty. Czy to oznacza, że jest Pani przesądna?

To prawda, lubię swoje dwa białe koty. Podobno osoby, które mają pupila kota w najbliższym otoczeniu, nie boją się krytyki. Nie jestem przesądna i wiem, że to, co spotyka nas w życiu, jest konsekwencją ciężkiej pracy. Białe koty po prostu mnie definiują, zwracają uwagę na to, że otaczam się rzeczami wyjątkowymi i niepowtarzalnymi.

Pracuje Pani m.in. z juniorami Arki Gdynia. Czy młodzi piłkarze chcą czytać książki, inne niż te poświęcone piłkarzom?

Trafiliście Państwo w sedno, juniorzy znajomością biografii piłkarzy biją mnie na głowę. Myślę, że ci chłopcy nie różnią się od swoich rówieśników. Tak jak oni generalnie nie lubią czytać. W mojej pracy z piłkarzami zdarzyły się jednak wyjątkowe przypadki. Młodzieniec, który zaczytywał się w Sapkowskim i sam napisał książkę o podobnej tematyce (byłA bardzo długa…). Inny znów, po spróbowaniu obowiązkowego Dostojewskiego, zachwycił się i niemalże recytował kolejne akapity. Są też przypadki fantastycznych rodziców, którzy nie wstydzą się powiedzieć, że czytają swoim dorastającym synom przed snem Makbeta, byle tylko młodzieniec poznał coś z klasyki.

Sprawia Pani wrażenie niezwykle energicznej, co zapewne pomaga w prowadzeniu klasy sportowej. Kto komu zapewnia więcej energii do działania - uczniowie Pani czy Pani uczniom? Czy energia uczniów nie utrudnia czasami pracy nauczycielowi języka polskiego?

Od kilku lat zauważyłam, że aby sprostać wymaganiom klaso-zespołu (nie, nie być dla nich autorytetem, autorytetem może być Ronaldo, Mourinho, ich trener), a więc, aby sprostać ich oczekiwaniom, sama muszę mocno pracować nad sobą. Tak więc cały rok jeżdżę na rowerze, chodzę na pilates i jogę oraz treningi spinningowe, w soboty biegam w Parkrunie, a ponadto śpiewam w chórze. Być może, jeśli czas pozwoli, zacznę przygodę z tańcem jazzowym. W wakacje tradycją się stało, że rodzinnie jeździmy rowerami na torcik bezowy do Jastarni. Nie to, żebym chwaliła się moją aktywnością na każdym kroku, ale wiem, że uczniowie odczuwają to, czy nauczyciel jest sprawny fizycznie i intelektualnie oraz naładowany energią, czy przyszedł do pracy za karę. Poza tym spotykamy się na obiektach sportowych GOSiR-u, na których trenuję ja i moi uczniowie. Nie zapomnę pierwszego razu, gdy gimnazjalistki ze Sztormu Gdynia zobaczyły mnie na rowerku spiningowm i o mało nie wpadły przez okno do środka sali treningowej. Było to dla nich ogromne zaskoczenie, że nauczyciel ma jakieś życie po szkole.

Czy energia uczniów nie przeszkadza mi? Oczywiście, że nie. Byłabym naiwna, gdybym wierzyła, że takich uczniów usadziłabym po prostu w ławce szkolnej. Chłopcy w okresie dorastania i z tak wysoką aktywnością muszą niemalże cały czas jeść, jeśli nie jedzą, to kręcą się. Gdyby było inaczej, można by podejrzewać, że coś z nimi nie tak. Jest taki układ, jeśli podczas lekcji oswoją swoją energię i pozwolą mi przeprowadzić lekcję, jest między nami zgoda. Zresztą mój przedmiot wymaga innego podejścia do uczenia, kreatywnego, pełnego dyskusji, aktywizacji, inaczej byłby to suchy wykład, a kto zniósłby takie zajęcia?

Mówi Pani, że "największym sprawdzianem dla nauczyciela nie są uzyskiwane przez uczniów wyniki egzaminów, lecz to jakimi ludźmi będą w dorosłym życiu." Zdaje się, że poświęca Pani dużo czasu, by mieć pewność, że egzamin z życia też zdadzą?

Mam taką ulubioną mowę, którą wymyśliłam sobie lata temu, gdy pracowałam w podstawówce. Zawsze pod koniec jakiegoś etapu nauczania mówię, że pragnę, aby moi uczniowie byli uczciwymi ludźmi.
Gdy pytają mnie, do czego potrzebna będzie im wiedza na temat synekdochy, tłumaczę, że dla potrzeb programu „Jeden z dziesięciu”. Wolałabym nie spalić się ze wstydu w momencie, gdy któryś z moich uczniów nie potrafiłby odpowiedzieć na pytanie dotyczące figur retorycznych. Oczywiście to żart, chociaż wiem, że życie pisze różne scenariusze.
Moim sukcesem jest to, że moi uczniowie, a trzeba wiedzieć, że część z nich już założyła rodzinę, kłania mi się na ulicy, kilku nawet przystanie i zapyta, co u mnie słychać? Dodają mnie na Facebooku i zapraszają na swoje śluby. To miłe.

Opiekuje się Pani Szkolnym Kołem Wolontariatu, realizuje przedstawienia, zajmuje się współpracą zagraniczną, a to tylko ułamek Pani działalności. Podobno wolny czas najchętniej spędza Pani z rodziną. Chyba nie ma go zbyt wiele?

To prawda. To najtrudniejsze zadanie. Nie chciałabym, aby po latach moje córki zarzuciły mi, że wychowywałam obce dzieci, a nie zajmowałam się własnymi. Mam nadzieję, że spełniam oczekiwania mojej rodziny. Najważniejsze w kontaktach z innymi jest rozmowa i staram się dać to moim najbliższym. Lepiej poświęcić 5 minut na treściwą rozmowę, niż spędzić cały dzień w domu przed telewizorem lub gotując obiad i nie odezwać się do własnego dziecka słowem.

Kolejne sondaże pokazują, że mieszkańcy Gdyni należą do najszczęśliwszych w Polsce. Czy Gdynia to dobre miejsce do życia i pracy dla nauczyciela?

No cóż, do pełni szczęścia brakuje mi tylko gór. Trudno, nie można mieć wszystkiego. Gdynia to naprawdę wspaniałe miejsce do życia. Wiele podróżuję, oglądam, jak żyją ludzie w innych krajach i miastach. Rozmawiam z moimi kolegami po fachu, na przykład z nauczycielami z Litwy. Doszłam do wniosku, że mogłabym mieszkać w każdym miejscu na świecie, byleby morze było blisko, w okolicy dwa cudowne teatry, kilka niepowtarzalnych muzeów, a do tego inspirujące imprezy sportowe i kulturalne (na przykład Festiwal Filmów Fabularnych). Wyszło na to, że mogłabym mieszkać wszędzie, pod warunkiem, że byłaby to Gdynia. W tym mieście żyje się spokojnie, bez napięcia. Proszę sobie wyobrazić, wychodzicie Państwo z pracy, jest krótko po 14:00, piękne majowe popołudnie i idziecie Państwo na plażę, aby złapać jeszcze kilka ciepłych promieni. Ostatnio stwierdziłam, że bycie nauczycielem w Gdyni to spełnienie marzeń. Aż nie chce się wyjeżdżać na urlop.

Dziękujemy za rozmowę.