STO-wskie Powroty: Bartłomiej Trzebiński

Najpierw był uczniem, dziś jest ojcem ucznia SG „Dwójka” w Warszawie. O wspólnych wędrówkach z nauczycielami w błocie po gorczańskich szczytach oraz o budowaniu nowej jakości na solidnym fundamencie opowiada Bartłomiej Trzebiński.

Jak wspomina Pan swoje szkolne lata w STO? Jaka była wtedy szkoła?

Naukę w 2SLO na Nowowiejskiej rozpocząłem w 1991 roku, a więc byłem drugim rocznikiem uczniów tej szkoły. Dyrektorem był wtedy Aureliusz Leżeński, a niektórzy dzisiejsi nauczyciele w „Dwójce” właśnie wtedy zaczynali swoją przygodę ze szkolnictwem. To były trochę „partyzanckie” czasy, ale Polska też była wtedy inna. Wizja, entuzjazm i dobre chęci rekompensowały z nawiązką brak wcześniejszych doświadczeń w prowadzeniu szkoły społecznej. Braliśmy udział w projektach i wyjazdach, o których nasi rówieśnicy w szkołach państwowych mogli tylko pomarzyć. Nauczyciele byli wychowawcami, a z czasem nierzadko także przyjaciółmi. Chodzili razem z nami w deszczu i po błocie w Gorcach podczas zielonej szkoły, spali w hotelu za 8 funtów w Londynie czy w przyczepie kempingowej w Danii. Janek prowadził zajęcia teatralno-artystyczne Drama na wzór zajęć anglosaskich, Chris na naszą prośbę rozpoczynał lekcje włoskiego o 7:07, żeby każdy mógł dopasować te zajęcia do swojego grafiku, a Małgosia w zaawansowanej ciąży przygotowała nas do matury z matematyki u siebie w domu. Wspominam ten okres mojego życia jako jeden z najbardziej intensywnych pod względem wszechstronnego rozwoju edukacyjnego, towarzyskiego i emocjonalnego. „Dwójka” miała w tym bardzo duży udział.

Dlaczego podjął Pan decyzję o zapisaniu dziecka do szkoły STO?

Decyzję o pójściu do SG „Dwójka” podjął – ku mojej radości - mój syn Piotrek, mimo, że był także przyjęty do świetnego Gimnazjum Batorego. Sam podjąłem taką samą decyzję ćwierć dekady temu i dzisiaj zrobiłbym tak samo. Dlaczego? Po pierwsze, ze względu na kadrę nauczycielską. Osobiście znam wielu nauczycieli z tego gimnazjum i wiem, że w dalszym ciągu angażują się nie tylko w kwestie merytoryczne, ale także (a może przede wszystkim) dbają o wszechstronny rozwój i wychowanie uczniów. Po drugie, bliskie są mi fundamenty i wartości, na których zbudowana została szkoła społeczna – szacunek, tolerancja, otwartość, poznawanie ludzi i świata bez uprzedzeń. Po trzecie dlatego, że wierzę, iż rodzice zachęcający swoje dzieci do uczęszczania do szkoły społecznej są bardziej świadomi i zaangażowani, co z kolei pozytywnie wpływa na rozwój dzieci. Pierwszy rok nauki mojego syna potwierdził słuszność jego decyzji.

Czym Pana zdaniem wyróżnia się edukacja w szkołach STO?

Najistotniejszą cechą charakteryzującą nauczanie w szkołach społecznych jest zaangażowanie nauczycieli we wszechstronny rozwój wiedzy, zdolności, relacji społecznych i charakteru młodzieży. W szkołach STO cenię również nowoczesne podejście do nauki, gdzie nauczyciel jest mentorem i wychowawcą, a nie tylko kontrolerem poziomu przyswojenia zadanego materiału. „Dwójka” ponadto stawia także na rozwijanie kreatywności uczniów, co pozwala im lepiej przygotować się do wyzwań stawianych przez całe życie.

Czy i jak Pana zdaniem zmieniła się szkoła STO?

Przez ostatnie ćwierćwiecze „Dwójka” stała się rozpoznawalną i szanowaną instytucją edukacyjną z godnymi podziwu osiągnięciami uczniów i absolwentów, a jednocześnie pozostał w niej duch kreatywności, ciekawości świata, wzajemnej życzliwości i zaangażowania nauczycieli, uczniów i rodziców. Ducha tej szkoły tworzą zarówno doświadczeni pedagodzy, jak i nowi nauczyciele, wznoszący kolejne „piętra” na solidnym fundamencie.

Dziękujemy za rozmowę!