Prezes STO, dr Anna Okońska-Walkowicz, dla „Polska. The Times”: Wysoka cena darmowego podręcznika

Podręcznik – tylko jeden i w dodatku darmowy. Brzmi atrakcyjnie? Na pewno, zwłaszcza dla polskich rodziców, którzy troszczą się o rodzinne finanse. Co roku wydają bardzo duże sumy na książki, z których uczą się ich dzieci. Zapewne wielu z nich przychylnie odniosło się do pomysłu, by pierwszoklasiści korzystali wyłącznie z jednego, darmowego podręcznika. Rządowa propozycja jest tymczasem tyleż atrakcyjna, co szkodliwa, a problem drogich podręczników można rozwiązać inaczej – bez wylewania z kąpielą tego, co przyniosła nam konkurencja między wydawnictwami edukacyjnymi.

Podręczniki obecnie wybierane przez nauczycieli mogą śmiało swoją atrakcyjnością i poprawnością metodyczną rywalizować z najlepszymi tego typu publikacjami w Europie. Zawdzięczamy to m.in. wspomnianej już rywalizacji na rynku wydawniczym. To konkurencja wymusza współpracę z najlepszymi specjalistami od nauczania poszczególnych przedmiotów. Wydawnictwa zabiegają też o kontakt z nauczycielami. Od nich otrzymują informacje zwrotne, dzięki którym doskonalone są kolejne edycje podręczników. Ten system zaowocował między innymi świetnym wynikiem polskiej młodzieży w badaniach PISA.

Słabą stroną dotychczasowego stanu rzeczy są zbyt częste zmiany podręczników do tego samego przedmiotu w danej szkole.

Skutkuje to ogromnym, nieuzasadnionym obciążeniem rodzin wielodzietnych – konieczny jest bowiem zakup nowych podręczników dla kolejnych dzieci w rodzinie. Zaproponowany przez rząd sposób rozwiązania tego problemu to niestety kolejny przykład równania w dół. Konstruowany w pośpiechu, pozbawiony konkurencji podręcznik musi być kiepski. Taki podręcznik pogłębi tylko przepaść między szkolnictwem samorządowym i niesamorządowym.

Czy nie prościej rozbudować system stypendialny, wspierający wielodzietne rodziny? Podnieść kryteria dochodowe uprawniające do skorzystania ze szkolnej wyprawki? Dlaczego nie zmienić przepisów, tak by istniał obowiązek wyboru jednego podręcznika przez nauczycieli uczących tego samego przedmiotu w danej szkole? W szkołach prowadzonych przez STO nauczyciele i rodzice będą nadal wybierać najlepsze podręczniki, uwzględniając potrzeby uczniów oraz predyspozycje nauczycieli. W tym samym czasie szkoły będą dysponować niepotrzebnymi już w rodzinach książkami, które powiększą zasoby biblioteczne i będą służyć potrzebującym. Może warto zastanowić się nad takim rozwiązaniem?

Dla samych tylko pozorów powszechnej dostępności nie powinno się podejmować tak drastycznych kroków, jak te proponowane właśnie przez rząd. Takie doraźne oszczędności będą bowiem drogo kosztować całe społeczeństwo – zapłacimy za nie gorszą edukacją naszych dzieci. Problem dużych wydatków na podręczniki można tymczasem rozwiązać w sposób mniej radykalny i z troską o jakość nauczania. Te dobre rozwiązania nie są niestety wystarczająco spektakularne, by trafić na pierwsze strony gazet czy do czołówek programów informacyjnych. Mam nadzieję, że z tego powodu nie będą pomijane przez osoby, które wytyczają kierunki w polskiej oświacie.