Nauczyciel Pierwsza Klasa: Joanna Denert

Joanna Denert to nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół Społecznych STO w Augustowie, a także bibliotekarka z 24-letnim stażem. Lubi nauczanie pełne kontekstów i aluzji, uruchamiające wszelkie zmysły, z elementami dramy i zabawy. Wielokrotnie nagradzana, m.in. I nagrodą za cykl scenariuszy lekcji w ogólnopolskim konkursie na zajęcia wykorzystujące film „Pan Tadeusz”. Uczestniczyła w międzynarodowym projekcie „Atlantyda Pogranicza – transgraniczny szlak kulturowy”.

Czy istnieje idealna lista lektur szkolnych?

Nie istnieje. Trzeba nieustannie dokonywać wyboru, biorąc pod uwagę zespół, z którym pracujemy. Przyznaję, że nie potrafię się uwolnić od hołdowania dawnym kanonom. Bardzo zależy mi na tym, by uczniowie poznali stworzony przez pokolenia kod kulturowy. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że czytanie książek z obszernymi opisami przyrody lub analizami wewnętrznych rozterek bohaterów odchodzi do przeszłości i staje się przyjemnością dla wybranych.

Jak w cyfrowym świecie przekonać uczniów do lektur?

Lekcje poświęcone lekturom staram się uczynić zabawą, grą, dramą, a nawet kryminalnym śledztwem. Przykładowo, proszę uczniów: wyśledźcie informacje na ten temat i spróbujmy odpowiedzieć, dlaczego tak się stało. Poza tym staram się pokazywać bohaterów lub problem w jakimś wybranym kontekście. Przy okazji omawiania książki „Daleki rejs” uczniowie wyklejają modele żaglowców, dodają na swoich planszach zdjęcia wielkich polskich żeglarzy i mapki z trasami ich wypraw. W tym czasie na ekranie telewizora pojawiają sie filmy z morskich regat, pobrzmiewają szanty. Słowa tych piosenek leżą na ławkach, więc kto chce, może je śpiewać przy pracy. Choć nie ruszamy się ze szkolnej sali, czuć zapach morskiej wody i zew przygody. 

Takie niekonwencjonalne metody można też stosować w gimnazjum? 

Oczywiście, chociaż to prawdziwe wyzwanie! Np. „Pan Tadeusz” dzielony na księgi. W drugiej klasie gimnazjum smakowanie szczegółów, zbiór ciekawostek. Umawiamy się, że czytamy bardzo dokładnie 200 wersów. Potem pojawia się lista pytań. Kto zapamiętał najwięcej, dostaje szóstkę. Dobra zabawa. To nie jest tylko moja metoda, są nauczyciele, którzy z powodzeniem stosują ją od lat. 

Kluczem do powodzenia jest dobór metody do celu, jaki chcemy osiągnąć. Opisy przyrody w narodowej epopei? Kartki, farby, trochę analizy środków stylistycznych i malowanie. Wstęp do Młodej Polski? Przebieramy się w czarne peleryny i kapelusze, do tego białe szale i rękawiczki, a potem wykrzykujemy fragmenty „Confiteora” Przybyszewskiego. Im bardziej uduchowione, tym lepiej! Uczniowie czują ducha epoki! Świetnie sprawdza się także parafrazowanie tekstów. W przypadku „Zemsty” zastanawiamy się, kim dzisiaj byłby Papkin. Czym by się przechwalał? Co obiecywałby Klarze? Że zabierze ją na kolację z Leonardo DiCaprio? 

Może dla kogoś to wygłupy i niepotrzebny kabaret. Ale jestem przekonana, że to skuteczne metody oswajania współczesnego młodego człowieka z literaturą. Oczywiście, jeżeli już wykorzystuję jakieś metody, muszę wiedzieć, jaki mam cel. Przeprowadzenie nietypowej lekcji tylko dlatego, że jest inna, nie ma sensu.

Czy dzięki niekonwencjonalnym metodom można zachęcić do czytania dzieci z domów, w których nie ma kultury czytania? 

Można, chociaż moje doświadczenia polonisty i bibliotekarza wskazują, że „domowe czytanie” – widok czytających rodziców, wieczorne ceremoniały związane z czytaniem przed snem, a także wspólne wyprawy do księgarni, kompletowanie domowej biblioteczki – mają znaczenie kluczowe. Staram się uświadamiać to rodzicom przy każdej możliwej okazji. Powołuję się na badania neurodydaktyków i teksty mówiące o tym, jak funkcjonuje mózg czytelnika tradycyjnej książki, a jak obywatela świata wirtualnego. Upowszechniamy wyniki badań fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom, związane z akcją „Czytające szkoły”. 

Co jeszcze może zrobić nauczyciel, żeby zachęcić do czytania?

Po pierwsze, powinien uczniom czytać. Wspaniałą pracę wykonują moje koleżanki z klas młodszych, które robią to systematycznie. Ja zwykle czytam na zastępstwach. Łatwiej jest włączyć film, ale czy warto? Wspólne czytanie to okazja do rozmowy, wyjaśniania słów i frazeologizmów oraz różnych ciekawostek. Maluchy często podczas takich lekcji rysują, łatwiej im się skoncentrować, ale gimnazjaliści też lubią słuchać głośnego czytania. Trzeba tylko dobrze dobrać teksty.

Wiemy, że na tych prostych środkach Pani nie poprzestaje.

Od kilku lat, dzięki współpracy z biblioteką miejską, organizujemy w naszej szkole miejskie lub powiatowe konkursy czytelnicze, poświęcone tekstom wybranych autorów (Chotomska, Andersen, Lindgren) lub baśniom. Konkurs ma być zabawą. Nasze ulubione konkurencje to: „Kot w worku”, czyli kojarzenie wylosowanych z worka rekwizytów z utworem, bohaterem i sytuacją, a także listy z fałszywymi lub ukrytymi wiadomościami, krzyżówki, puzzle, ilustrowanie, inscenizowanie. Przygotowujemy niespodzianki, jak łowienie złotej rybki lub oddzielanie grochu od soczewicy. 

Gimnazjalny konkurs „Szable w dłoń”, poświęcony „Potopowi”, to z kolei głuchy telefon z pokrętnymi Sienkiewiczowskimi zdaniami, kalambury przedstawiające bohaterów powieści, uzupełnianie map, przygotowywanie „ładunku” do wysadzenia szwedzkiej kolubryny, przypisywanie cytatów do osób i sytuacji. 

Ogromną rolę w rozbudzaniu zainteresowań czytelniczych odgrywa też bezpośredni kontakt z twórcami. W naszej szkole gościliśmy m. in. Wandę Chotomską , Małgorzatę Strzałkowską, Agnieszkę Frączak i Renatę Piatkowską. Uczniowie byli też na spotkaniach z Grzegorzem Kasdepke, Łukaszem Wierzbickim, Beatą Ostrowicką, Joanną Olech, Wojciechem Widłakiem. To prawdziwe osobowości, ludzie z ogromnym poczuciem humoru, znakomicie rozumiejący młodego słuchacza. Dyskretnie i niepostrzeżenie przekazują czytelnikom, że ktoś, kto czyta, to fajny i wyjątkowy człowiek. Dodajmy, że nie byłoby tych spotkań, gdyby nie niezwykle prężne środowisko bibliotekarzy w naszym mieście, dzielące się dobrymi pomysłami. 

Te udane przypadki współpracy wykraczają poza Augustów.

Rzeczywiście, muszę wspomnieć o dwóch niezwykłych miejscach – Sejneńskim Ośrodku „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” oraz Międzynarodowym Centrum Dialogu w Krasnogrudzie. Pracują w nich wizjonerzy, którzy włączają młodych ludzi w poważne działania artystyczne. 

Moje największe przygody z Pograniczem to projekty „Miłosz od Nowa” i „Atlantyda Pogranicza”. Pierwszy z nich zainspirował nas do stworzenia „Kiermaszu z wierszami Miłosza” w zaprzyjaźnionej księgarni. To była rewolucja: zaczęła się od przestawiania regałów. A potem w ruch poszły kredki i „rozsypanki” z tekstów noblisty. Kolorowe kartki z pracami dzieci porozwieszane były w księgarni i wokół niej. Ogromną atrakcję dla najmłodszych stanowiła stara maszyna do pisania. Dorośli przychodzili ze swoimi tomikami po okolicznościowe pieczątki, dostawali od nas zakładki z wierszami. To zamieszanie trwało dwa dni. Niektórzy pytali, czy nie mogłoby być tak zawsze. 

Drugi projekt, „Atlantyda Pogranicza”, tylko w części wiązał się z literaturą.

„Atlantyda” miała zaowocować wspólną publikacją młodzieży z Polski, Litwy i Rosji o tym, co trzeba ocalić w ich miejscach zamieszkania: o ludziach, religiach, budynkach, przyrodzie, trudnej historii. To były dwa lata pracy, trzy wspólne międzynarodowe spotkania i mnóstwo spotkań w grupach lokalnych. Młodzież bardzo dobrze radziła sobie z integracją, pierwsze rozstanie po warsztatach w Krasnogrudzie to mnóstwo łez. Później znajomości utrzymywane dzięki Facebookowi. I trochę trudniejsze spotkanie po wybuchu wojny na Ukrainie. Niezwykle, inne. Na szczęście budowniczowie mostów z Pogranicza się nie poddają. Ze spotkań z nimi zawsze przyjeżdżamy odmienieni, więc gorąco zachęcam nauczycieli, by korzystali z doświadczeń Ośrodka i przywozili tam swoich uczniów, aby zrozumieć, że młodzi lubią wysoko ustawioną poprzeczkę, a praca z profesjonalistami wyzwala w nich nieprawdopodobne pokłady wrażliwości i energii.