„Jedno, co warto, to uczyć się warto” — o szkole jutra – wykład inauguracyjny prof. dr. hab. Łukasza A. Turskiego

Szanowni Państwo,

Jestem Państwu głęboko wdzięczny za zaszczytne zaproszenie do wygłoszenia referatu z okazji trzydziestej rocznicy powstania Społecznego Towarzystwa Oświatowego.

Wydarzenie to stanowi cezurę w nie tylko powojennej historii kształcenia powszechnego w Polsce, ale – jak sądzę – także w historii odzyskania przez nas najważniejszego atrybutu współczesnej cywilizacji – wolności.

Stworzenie przez te trzydzieści lat systemu kształcenia opartego na działaniu społecznym, osiągającego sukcesy edukacyjne i wychowawcze, o których mówili moi przedmówcy, i o których będziecie Państwo rozmawiać podczas poszczególnych sesji konferencji programowej, przede wszystkim zaś wkład Państwa wychowanków – absolwentów szkół zrzeszonych w Waszym Towarzystwie – w rozwój naszego kraju potwierdza przekaz Kanta o związku kształcenia i wolności przypominany ostatnio przez prof. Tadeusza Gadacza[1] w świetnym wykładzie inauguracyjnym na krakowskim AGH.

Immanuel Kant pisał:

Do wejścia na drogę Oświecenia nie potrzeba niczego prócz wolności […], mianowicie wolności czynienia wszechstronnego, publicznego użytku ze swego rozumu. 

Komentując jednakże dalej:

A jednak ze wszystkich stron słyszę pokrzykiwanie: nie myśleć! […].

Mechanizmem społecznym owego urzeczywistniania się Oświecenia wśród ludzi, rozwijającym się wraz z rozwojem współczesnej cywilizacji, był i jest system kształcenia powszechnego. To o nim pisał w jednym z najciekawszych dokumentów edukacyjnych XIX wieku, tzw. Rockfish Gap Report, Tomasz Jefferson:

Edukacja jest jedyną drogą do bogactwa, potęgi i szczęścia społeczeństw.

Upowszechnienie edukacji od samego początku napotykało na opór nie tylko związany z tym, wytkniętym przez Kanta, okrzykiem Nie myśleć!, ale też wynikający z równolegle powstałego oporu ówczesnych systemów władzy politycznej – i w dużej mierze dzielonego przez systemy nam współczesne – przed nieposiadaniem decydującego wpływu na proces kształcenia i na zawarte w nim treści. Nie bez kozery jedno z najważniejszych dzieł tworzących podstawę współczesnego nam pojmowania kształcenia to Democracy and Education Johna Deweya[2].

Dwudziesty wiek dostarczył nam wiele przykładów ingerencji niedemokratycznych systemów politycznych nie tylko w strukturę organizacyjną, ale i kontent merytoryczny nauczania. Takie działania odnosiły początkowo znaczne sukcesy, lecz zawsze kończyły się załamaniem cywilizacyjnym krajów, które miały to nieszczęście być swoistym poligonem takich działań. Im bardziej system polityczny, szczególnie motywowany doktrynami ideologicznymi sprzecznymi z wartościami demokratycznymi i rozwojem badań naukowych, próbował ingerować w treść nauczania i im dłużej to trwało, tym bardziej dramatyczne były tego konsekwencje. Mieliśmy i mamy liczne tego przykłady także w Europie.

Początek XXI wieku zbiegł się z początkiem rewolucji cywilizacyjnej na świecie, o ponadczasowej skali; rewolucji zapoczątkowanej w 2001 r. przeniesieniem korzystania z dóbr kultury – początkowo muzyki – do światowej sieci internetu i następnie lawinowym przenoszeniem się tamże większości naszych pozaprodukcyjnych czynności. Ta rewolucja cywilizacyjna spowodowała, że większość naszych dotychczasowych paradygmatów działań społecznych, gospodarczych czy politycznych stała się niemal całkowicie nieprzydatna do rozwiązywania pojawiających się, w jej wyniku, problemów o globalnym charakterze. Problemów zmieniających nasze życie w sposób niemal jednorodny, niezależny od położenia geograficznego, a także, w dużej mierze niezależnie od poziomu rozwoju społecznego i gospodarczego.

Geometria stosunków międzyludzkich, niegdyś związana z geometrią powierzchni kuli ziemskiej, stała się bliższa geometrii sieci informatycznych. Jakże charakterystyczny, szczególnie dla naszego społeczeństwa, opisany przez Sienkiewicza rzędzianowski spór z sąsiadami o miedzę przemienił się w spór pomiędzy grupami na Facebooku.

Nieszczęsna pochodna rozwijanych w drugiej połowie XX wieku poglądów filozoficznych skłonnych zanegować podstawę współczesnej cywilizacji – pojęcie bezpiecznej prawdy, sprecyzowane w XIX w. przez wielkiego brytyjskiego matematyka i filozofa Williama Clifforda, na rzecz mnogości „równie słusznych narracji”, doprowadziła (wraz z przeniesieniem naszych działań do chmury informatycznej) do powstania pojęć post-prawdy, faktów alternatywnych i podobnego intelektualnego białego szumu. Spowodowało to zagrożenie procesu kształcenia – pomnażania wiedzy i zdobywania umiejętności jej wykorzystania.

Uważam, że przygotowanie młodych pokoleń do rozróżnienia faktów od faktów alternatywnych, prawdy od post-prawdy, do zrozumienia, że naukowa metoda poznawania świata stanowi jedyny klucz do budowania solidnych podstaw, na których mogą zbudować swoją przyszłość w światowej społeczności XXI wieku, jest dzisiaj jednym z centralnych zadań kształcenia powszechnego – szkoły jutra.

Tak więc to te przemiany cywilizacyjne z ostatnich lat zmuszają nas do zastanowienia się, czym powinna być instytucja szkoły, przede wszystkim zaś do zastanowienia się nad tym, co naprawdę chcemy poprzez system szkolny osiągnąć.

Czy chcemy by szkoła była instytucją wdrażającą ideologiczne przekonania globalnych czy lokalnych władz politycznych, religijnych czy społecznych, czy też szkoła powinna być społecznym wehikułem przygotowania przyszłych pokoleń na sprostanie wielkim, globalnym wyzwaniom, które są nieuchronną konsekwencją obecnych przemian naukowych, technologicznych, ekonomicznych i społecznych.

Pokolenia dziś rozpoczynające sformalizowaną naukę spędzą swe dorosłe życie zmagając się z problemami, o których – otwierając butelki szampana ostatniego Sylwestra XX wieku – nie mieliśmy wyobrażenia. To będzie cywilizacja, w której ludzie będą konkurować na rynku pracy z konstrukcjami sztucznej inteligencji – robotami – i nie wygrają tej konkurencji inaczej niż poprzez rozwijanie tego, co ludzie potrafią najlepiej. To znaczy twórczym myśleniem, zdolnością do kojarzenia faktów poprzez granice dziedzin nauki, techniki i sztuki, odwagą do negowania utartych reguł i zastępowanie ich nowymi.

Konieczność podejmowania decyzji o zmianie powszechnie uznanych paradygmatów działania, symptom rewolucji naukowej, opisany w epokowym dziele Thomasa Kuhna[3] przeszło pięćdziesiąt lat temu, przestanie być przywilejem nielicznych twórców, a stanie się chlebem powszednim w życiu przyszłych pokoleń.

Po to, aby przygotować się do spełniania swej roli w tej nowej cywilizacji, szkoła powinna przygotować się do realizacji de facto prostych recept, sformułowanych na przełomie XVIII i XIX wieku przez Johanna Pestalozzi. To jest:

Uczmy dziecko, a nie przedmiotu

oraz, że musimy:

wyrwać edukację z pęt uwiędłych, zgrzybiałych, starych metod i uchronić przed ząbkującymi nowymi, tanimi sztuczkami nauczania...

Tych prostych recept na nowo sformułowanych, w naszych czasach, przez Deweya, Piageta i wielu innych.

Niezależnie też od tego, czy ulegniemy kolejnym paroksyzmom histerii „ratujmy maluchy”, administracyjny czas szkoły będzie się stawał coraz krótszym fragmentem naszego życia. W świecie zanurzonym w chmurze informatycznej edukację zaczynamy znacznie wcześniej, niż obligują nas do tego przepisy, i kończymy w przesuwającym się w przyszłość, wraz z wydłużaniem się naszego życia, punkcie. Podział edukacji na takie powszechnie dziś ustalone fragmenty: przedszkola, szkoły – w tej czy innej administracyjnej konstrukcji – wreszcie szkoły zawodowej i uczelni wyższej, ulegnie gruntownej przemianie. Edukacja to będzie jeden proces, znacznie mniej sformalizowany niż dzisiaj, ze znacznie większą swobodą w wyborze rozmaitych ścieżek, które będzie można wybrać w zależności od indywidualnych naszych talentów i chęci ich rozwijania.

To, co było marzeniem Kanta, Jeffersona, Pestalozziego, Deweya, Piageta, Paperta i wielu innych wielkich naszych poprzedników, dziś jest osiągalne dzięki, miedzy innymi, rozwojowi naszej techniki i nauki. Umożliwia ona nam bezpieczne „stanięcie na ramionach” tych olbrzymów z przeszłości, by spojrzeć dalej w przyszłość i wybrać kierunek rozwoju.

Szkoła przyszłości będzie więc czymś innym. Dlatego zmianie ulegnie też zawód nauczyciela. To zawsze był, przez większość historii i szczególnie na wschodzie Europy, niedoceniany zawód. Pomimo to właśnie w Polsce nauczyciele odegrali historycznie wyjątkową rolę. Najpierw w tym jedynym zakończonym sukcesem powstaniu przeciw zaborcom – Strajku Szkolnym z 1905 r., którego pamięci jakoś nie mamy w zwyczaju czcić i wspominać, po jedyny taki ruch oporu, jakim było Tajne Nauczanie w latach II wojny światowej, po rolę nauczycieli w czasach stalinowskich i późniejszej smuty realnego socjalizmu, aż po wysiłek w przeprowadzeniu kształcenia powszechnego przez przemianę 1989 r., w czym Społeczne Towarzystwo Oświatowe odegrało wielką rolę.

Dziś przed nauczycielami staje kolejne wielkie wyzwanie: całkowitej redefinicji tego zawodu, spowodowanej wspomnianymi wyżej przemianami cywilizacyjnymi. Nauczyciel w szkole przestaje bowiem odgrywać swą dotychczasową podstawową rolę dostarczyciela wiedzy.

Dziś przychodzący do szkoły uczeń posiada wiedzę często nieuporządkowaną, fragmentaryczną, większą niż wiedza życia poprzedzających pokoleń, ale splątaną z domieszką fałszu przenikającego całe nasze zanurzone w chmurze informatycznej życie, o której mówiłem na początku. Nauczyciel musi odegrać rolę przewodnika w uporządkowaniu tej wiedzy, wskazywania właściwych kierunków dalszego jej zdobywania w korelacji z rozpoznanymi talentami ucznia, i tę najważniejszą rolę – wskazywania, jak należy rozpoznawać bezpieczną prawdę i jak odróżniać ją od powszechnego szumu informatycznego.

Ta nowa rola nauczyciela oznacza, że wszyscy będziemy musieli wykonać wielką pracę na sobą, by nauczyć się sami tego, że ważną rolą nauczyciela przyszłości będzie zdolność następującej odpowiedzi na pytanie ucznia: „Nie wiem, ale się tego razem nauczymy”.

Tak jak sformalizowane nauczanie zajmować będzie coraz krótszy fragment naszego życia, tak uczenie się będzie rozciągało się na całe nasze życie. Tak więc i nauczyciele będą nam towarzyszyć w innych strukturach organizacyjnych przez długi czas.

Bo, parafrazując strofy wiersza Mariana Hemara: „jedno, co warto, to uczyć się warto”.

W tym nowym świecie powszechnego, ustawicznego nauczania od najmłodszych do najpóźniejszych lat, Państwa Stowarzyszenie powinno odgrywać wielką, wiodącą rolę.

Tego Państwu, a przede wszystkim naszemu społeczeństwu, życzę.

Łukasz A. Turski
Centrum Fizyki Teoretycznej PAN
l.a.turski@cft.edu.pl

[1] Tadeusz Gadacz, Uniwersytet w czasach bezmyślności, wykład inauguracyjny, AGH Kraków, 2017.

[2] John Dewey, Demokracja i wychowanie: wprowadzenie do filozofii wychowania, tłum. Zofia Doroszowa, wstęp Bogdan Suchodolski, Ossolineum, Wrocław 1972.

[3] Thomas Kuhn, The Structure of Scientific Revolutions, 1962. Wyd. pol. Struktura rewolucji naukowych, tłum. Helena Ostromęcka, wyd. I: PWN, Warszawa 1968; wyd. II: Wydawnictwo Fundacji Aletheia, 2001. ​